Do części zdjęć zapozowała nago. Żyć Lepiej. Psychologia Codziennie. Ma 82 lata i właśnie znalazła się na okładce "Vogue'a". "Dobrze jest nie bać się być sobą". Miriam Margolyes (Fot. Isabel Infantes / PA / PAP) "Nigdy nie wstydziłam się tego, że jestem lesbijką. Ani niczego innego.
Zobacz cały odcinek na https://player.pl/playerplus/programy-online/rozwod-walka-o-wszystko-odcinki,27477/odcinek-30,S01E30,185588Subskrybuj kanał TVN Series
Read XVIII from the story Jestem lesbijką by Maks_15 (M) with 875 reads. drama, gl, tajemnica. Cara Kolejny dzień chodziłam cała zamyślona. Byłam w szoku po ty
- Spokojnie, jak już mówiłam jestem jej byłą przyjaciółką. Przyszłam do ciebie by wszystko ci wyjaśnić. Rebeca to wredna suka, której nie obchodzi nic oprócz jej własnych celów.- może jednak z nią sobie porozmawiam. Z jej wypowiedzi wnioskuję, że Rebecca to dziewczyna, która ukradła mi przyjaciółkę.
Po czym poznać, że kobieta jest lesbijką? Dyskusje, wymiana opinii i doświadczeń na tematy związane z życiem kobiet kochających kobiety. Wsparcie dla potrzebujących.
Jestem lesbijką. lipca 23, 2019 Polska - póki co na razie ta wschodnia - krystalizuje nam się jako ostoja normalności i bastion chrześcijańskiej miłości bliźniego do bliźniego.
Marta Lech-Maciejewska: Pieniądz traktuję jak energię, która przychodzi i odchodzi. - Mając 37 lat nauczyłam się, że pójście własną drogą jest najpiękniejsze, choć najtrudniejsze – mówi Marta Lech-Maciejewska, która wraz z mężem prowadzi blog modowy SuperStyler oraz markę Spadiora specjalizującą się w jedwabnych
Kiedy powiedziałom rodzicom, że jestem bi i niebinarne, nie wzięli mnie za dziwadło. Zaczęli szukać winy w sobie. Święta to będzie dla mnie czas walki o moje zaimki 'ono/jego', o moją
Jestem homoseksualistą Jestem homoseksualistką jestem innego zdania jestem już umówiony Jestem legendą Jestem lesbijką; jestem mądrzejszy niż przedtem jestem mężatką jestem mu bardzo zobowiązany jestem muzułmaninem jestem muzułmanką jestem na kacu Jestem najedzona Jestem najedzony jestem niepocieszony, że o tym zapomniałem
Jak być dumnym z bycia lesbijką. Rozwijanie dumy lesbijskiej to podróż. Możesz zacząć od małych rzeczy, dowiadując się więcej o swojej nowej społeczności i dołączając do organizacji. Kiedy już bardziej zbadasz swoją tożsamość i poczujesz się bardziej komfortowo,
GaAU. Bywa, że nie chcą ich wpuścić do gejowskiego klubu. Bywa, że im nie wierzą, bo nie pasują do stereotypu. O tym, jak w Polsce żyje się lesbijkom, opowiadają Jagoda Jobda i Helena Urbańska, autorki świetnego podcastu „Lesbijski SOR”. Angelika Kucińska: Zawsze wydawało mi się, że lesbijkom jest łatwiej niż gejom. Taka opinia niedoinformowanej osoby heteroseksualnej. Jagoda Jobda: Wiele osób tak myśli. Łatwiej, bo my nie możemy dostać w twarz na ulicy? Bo nikt nas nie będzie szarpał w klubie? Nas też szarpią, też rzucają w naszą stronę chamskie obelgi. A do tego społeczeństwo jest już przyzwyczajone do widoku geja. Wie, że jest nienaprawialny. Ale jak widzi lesbijkę, która jeszcze nie wygląda jak stereotypowa lesbijka, to może da się ją naprawić, może coś się tylko dziewczynie pomyliło. Helena Urbańska: Lesbijki nie są traktowane poważnie. Gej jest zdefiniowany, w pełni homoseksualny. Ta refleksja, że lesbijkom jest łatwiej, może wynikać z tego, że społeczeństwo ich nie widzi. Nie ma lesbijek w kulturze, nie ma ich na ulicach. To była refleksja sprzed słuchania Waszego podcastu. Włączyłam „Lesbijski SOR” i uświadomiłam sobie, że macie gorzej, bo reprezentujecie dwie ignorowane społecznie, uciszane grupy: kobiety i LGBT. Jagoda: Jedyny moment, w którym pomyślałam, że może wcale nie mam tak najgorzej jako lesbijka, to moment awantury o aborcję, bo akurat ten problem, jeden jedyny, mnie osobiście nie dotyczy aż tak bardzo. Jako kobiety jesteśmy nawet wykluczane ze społeczności LGBT. Helena: Idziemy do klubu gejowskiego i nie chcą nas wpuścić. A jak już wejdziemy, to wszystkim wydaje się, że jesteśmy koleżankami do obmacywania. Nie mamy swojego miejsca. Nie jesteśmy traktowane jak autonomiczni ludzie. Bo nie wiadomo, kto to są te lesbijki. Skąd się wzięły, jak wyglądają, dokąd chodzą. Pewnie na ryby. Robicie podcast, żeby to zmienić? Zobacz także: Jagoda: Chcemy pokazać innym lesbijkom, że mogą znaleźć swoje miejsce. Nie będzie to łatwe, ale jest do zrobienia. Sama wiele razy zastanawiałam się, gdzie pasuję że skoro nie tu i nie tam. Co jest ze mną nie tak? Są jakieś miejsca dla mnie czy nie? Gdybym wtedy usłyszała od kogoś, gdzie szukać, na pewno byłoby łatwiej. Jagoda: Mamy sztab gejów celebrytów, którzy ci powiedzą, jak żyć, co robić i gdzie bywać, a nie ma żadnej lesbijki w tym kraju, która podzieliłaby się wskazówkami. Helena: Mnie też zależy na widoczności i reprezentacji, o której mówi Jagoda. Podcastem pokazujemy, że istniejemy, jesteśmy normalne, żartujemy, mamy swoje życie poza tym, że jesteśmy lesbijkami, bo to nie jest nasza praca. Mamy studia, rodziny, pracę, koleżanki, swoje historie. Podcast adresujecie tylko do lesbijek? Helena: Mnie zależy, żeby naszego podcastu słuchali młodzi ludzie, którzy nie są hetero. Kiedy dorastałam, brakowało mi osób, które powiedziałyby: „Hej, istniejemy, jesteśmy prawie w twoim wieku, mamy swoją historię i możemy ci opowiedzieć, jak to wszystko wygląda”. Jeśli tego nie masz, zostają ci filmy, w których lesbijka zawsze na koniec się zabija. Chciałabym, żeby podcastu słuchali też rodzice młodych ludzi. Jagoda: Mamy w planach odcinek, do którego zaprosimy nasze mamy. Może to pomoże jakiejś młodej dziewczynie z małego miasta, która boi się powiedzieć rodzicom, że jest lesbijką. I jeśli usłyszy nasze mamy, które mówią, że dla rodzica też nie była to łatwa rozmowa, ale zareagowały OK, to być może będzie bała się mniej. Helena: Wierzę, że gdyby rodzice takiej młodej osoby posłuchali chociaż fragmentu naszego podcastu, łatwiej byłoby im zobaczyć w lesbijce normalną osobę. A dzięki temu zareagowaliby na coming out własnego dziecka z większą empatią. Wasze coming outy, o których opowiadacie w jednym z odcinków, były akurat relatywnie miłe. Jagoda: Mój był chyba jednym z lepszych, jakie w ogóle mogą się wydarzyć. Ale też mam wielu znajomych z zupełnie innym doświadczeniem. Niektórzy już przerobili sytuację i mają kontakt z rodzicami, inni wciąż go nie utrzymują. Zwłaszcza od tych ostatnich usłyszałam, że taki podcast mógłby pomóc. Ludzie w mniejszych miastach czy na wsiach czerpią wiedzę z plotkarskiej prasy, z TVP. Czytają o skandalach. Nie wiedzą, że LGBT to zwykli ludzie, których da się polubić, którzy żyją normalnie, którzy są obok, a nie tylko w jakimś dziwnym świecie w odległej galaktyce. Helena: Jeśli już nawet pojawia się jakaś reprezentacja LGBT w telewizji, to albo jest to przerysowany, śmieszny gej, albo lesbijka z bardzo dramatyczną historią. I najczęściej pojawiają się na drugim planie. Popkultura na pewno nie pomaga. Próbowałyście w jednym z ostatnich odcinków wymienić pięć dobrych filmów albo seriali z lesbijkami na pierwszym planie i nie dało się. Helena: Bo popkultura przez całe lata pomijała lesbijki albo pokazywała je stereotypowo. Stereotypowo, czyli jak? Helena: Pokazywano lesbijki jako kobiety, które mają męskie cechy. Z kolei związek lesbijski był pokazywany tak, że jedna jest właśnie bardziej męska, a druga bardziej kobieca, jakby nie było na świecie miejsca na związek dwóch kobiet. Jedna miała męską ekspresję, w ubiorze, w zachowaniu, a druga pisała wiersze i ćwiczyła jogę. Nie ma oczywiście nic złego w tej męskiej ekspresji, niech każdy wyraża się tak, jak ma na to ochotę, tylko że takie pokazywanie związków lesbijek jest stereotypem. To się zmienia? Jagoda: Tak, coraz częściej w serialach pojawiają się homoseksualni bohaterowie czy bohaterki już niepokazywani tak stereotypowo jak kiedyś. Dobrym przykładem jest „Euforia”. Jagoda: Zrobiłyśmy podcast, żeby być częścią zmiany. Żeby nie tylko pomóc młodym lesbijkom, lecz także np. poszerzać świadomość młodych heteroseksualnych mężczyzn, którzy bardzo często nie potrafią zareagować na komunikat: „Jestem lesbijką, więc możemy się kumplować, ale nie podrywaj mnie”. Wciąż zdarzają się sytuacje, gdy heteroseksualny facet widzi na imprezie dwie ewidentnie zainteresowane sobą dziewczyny, więc uderza do nich z przekonaniem, że zaraz zrealizuje scenariusz ze swojego ulubionego pornosa? Jagoda: Zbyt często. Przed zamknięciem klubów byłam na imprezie z moją dziewczyną. Dziękowałam, że ona nie mówi po polsku, gdy zobaczyłam, jak na parkiecie zbliża się do nas śliskim ruchem koleś. Podszedł i powiedział mi do ucha: „Chyba wam czegoś brakuje. Możemy pojechać do mnie”. Helena: Klasyk. Albo widząc parę dziewczyn na imprezie czy na ulicy, krzyczą: „Ej, całujcie się”. Jako kobiety i lesbijki jesteśmy w takich sytuacjach podwójnie uprzedmiotawiane. Nie wyobrażam sobie, żeby taka sytuacja zdarzyła się homoseksualnym mężczyznom, na pewno nie ze strony kobiety. My i tak jesteśmy uprzywilejowane, bo mieszkamy w Warszawie, chociaż i tu zdarzają się zaczepki, szarpania. Zmianę wprowadza większa widoczność, dlatego jeśli ktoś ma w sobie siłę, żeby się pokazywać, to powinien to robić. Sama jeszcze pięć lat temu bałam się w miejscach publicznych złapać moją dziewczynę za rękę. Teraz już się tak nie boję, co wynika i ze zmiany we mnie, i ze zmiany w świadomości społeczeństwa. Jest coraz lepiej. Ludzie często reagują pozytywnie, chociaż dla mnie najlepszą reakcją jest brak reakcji, bo nawet ta pozytywna robi z nas kogoś, kto nie mieści się w normie. Nie tylko mieszkacie w Warszawie, ale też funkcjonujecie w tolerancyjnych społecznościach, w środowisku artystycznym i gastronomii. Jagoda: Gastronomia bywa nietolerancyjna. Miałam wielkie szczęście, że zaczynałam pracę w gastronomii w knajpie na placu Zbawiciela, chyba najlepszym miejscu w Warszawie, jeśli chodzi o poziom tolerancji. To pomogło mi zbudować pewność siebie. Ale później musiałam nauczyć się weryfikować miejsca pracy. Jeśli menedżerem lokalu jest homofob, to nie pomoże ci nawet fakt, że właścicielką jest jego siostra lesbijka. Nawet małe przytyki potrafią zniszczyć komfort życia. Helena: Środowisko artystyczne wydaje się tolerancyjne, ale nic bardziej mylnego. Jest tolerancyjne w niektórych kręgach, ale nie we wszystkich. Krąg teatralny pozostaje dość konserwatywny, zwłaszcza jeśli chodzi o nauczanie, bo warszawskie teatry są otwarte. Czasem czuję, że bycie sobą może zadziałać na moją niekorzyść. Że jakiejś roli nie dostanę, a przecież muszę zarabiać pieniądze. Mimo strachu, zawsze mówię, że jestem lesbijką. Jest jeszcze coś, co was wkurza? Jagoda: Mnie wkurza to, że ludzie mi nie wierzą, gdy mówię, że jestem lesbijką. A nie wierzą mi, bo mają jakieś przekonania na temat tego, jak wyglądają lesbijki, i ja się w tych przekonaniach nie mieszczę. Helena: Mnie gadanie, że lesbijka nie jest w pełni kobietą. Słyszałam od znajomych facetów, że jestem dla nich jak kolega. Silnie identyfikuję się z kobiecością i aktywizmem feministycznym i chcę być traktowana jak kobieta. Jagoda: Mężczyznom też wydaje się, że przy lesbijkach mogą powiedzieć więcej. Na przykład opowiadają o swoich seksualnych podbojach, kogo, gdzie i ile razy pukali, ale jak tylko do pokoju wejdzie inna kobieta, to od razu milkną. Co oni sobie myślą? Że skoro mnie też podobają się kobiety, to zachowuję się tak samo jak oni? Jest również coś takiego, że bycie lesbijką już cię w pełni określa w oczach innych. Nie jesteś wielowymiarową osobą. Po co mam cię pytać o twoje pasje? Jesteś lesbijką, więc wszystko już wiem. Tylko że to lesbijki też mają swoje życie i swoje historie. Podcastu Jagody i Heleny możecie posłuchać TUTAJ. Wywiad ukazał się pierwotnie w marcowym wydaniu magazynu Glamour (nr 3/2021) dostępnym na stronie
Coming out - co to ? po co ? czego heteryk nie zrozumie. ...to słowo, które w pewnym momencie życia chodzi po głowie prawie każdej homoseksualnej lub biseksualnej osobie. Co to takiego ? To samodzielne ujawnienie się ze swoją orientacją potocznie zwane wyjściem z szafy. Przed rodziną, przyjacielem, znajomym lub kimkolwiek innym, również przed samym sobą. Wiele osób heteroseksualnych mówi " po co to i na co, czy ja się ujawniam, że jestem hetero ?" Nie, nie ujawniasz się i nigdy nie będziesz musiał. Dlaczego ? Dlatego, że większość społeczeństwa automatycznie stwierdza, że jesteś hetero. Nikt nie pyta młodego chłopca czy ma chłopaka czy dziewczynę, od razu pytają o płeć przeciwną. To samo tyczy się kobiet, nikt nie zachodzi w myśl czy może ona ma partnerkę. Wiadomo, będzie miała chłopca, potem męża, dziecko i wspaniały dom. Nie musisz się więc ujawniać bo jesteś ujawniony z automatu, jesteś zaakceptowany od początku do końca. Jak to wyglądało u nas ? Mali O sobie wiedziałam dość wcześnie, więc szybko przyszły pierwsze refleksje dające początek kwestionowaniu większości przyjętych i pielęgnowanych norm polskich, katolickich rodzin. Cała ta hipokryzja podejścia, mówiącego o akceptacji, wierze, Bogu kochającym i wybaczającym, skonfrontowana z nienawiścią do wszystkiego co inne oraz rozkładem wartości nagminnie łamanych przez grupy, które miały bronić mojej moralności, zakończyła się zwycięstwem mojej samoakceptacji. Nie głowie były mi dzieci, suknia ślubna ani stabilizacja związku damsko - męskiego. Chciałam poznać świat, zwiedzać, rozwijać i bawić się życiem a wszystko to mając ukochaną kobietę u swego boku. Zdecydowanie nie zamierzałam też udawać kogoś innego. Pierwsze coming outy przyszły na początku liceum. Moja przyjaciółka była pierwsza, mówiąc w odpowiedzi, że jej w sumie też podobają się kobiety i że jest w "jakiejś części bi". Nic się między nami nie zmieniło, nadal była moją najlepszą przyjaciółką, z którą śmiałyśmy się godzinami. Tuż po tym powoli dowiadywali się ludzie z mojej paczki, reagując bardzo pozytywnie. Wciąż byłam jedną z nich. Z rodziną było trochę inaczej, mama domyśliła się sama i w swoim początkowym niedowierzaniu i zamartwianiu poinformowała moje siostry, które uspokoiły ją i same reagując przychylnością, wspierają do teraz. Mama musiała się do tego przyzwyczaić, długo patrzyła z podejrzliwością na wszystkie znajomy szukając w nich mojej wyimaginowanej w tamtym czasie dziewczyny. Raz wspomniała, że może są jakieś kliniki, gdzie mogłabym się leczyć, dość szybko jednak porzuciła te pomysły, pod wpływem wielu przeprowadzonych rozmów i kilku kłótni o wartości i hipokryzję z jaką spotykamy się na co dzień w każdej dziedzinie życia. Ola Przed sobą zorientowałam się szybko. Nie oznaczało to jednak akceptacji przez długie lata, aż do 20 roku życia. Później wszystko poszło w bardzo szybkim tempie. Po kolejnych pytaniach o męża, chłopaka zaczęłam się dusić w stereotypach i etykietach. W głowie zaczęłam układać scenariusze jak będzie to wyglądać. Każda hipotetyczna sytuacja kończyła się łzami lub negatywną reakcją. Chciałam jednak zrobić to szybko, nie mogłabym tego znieść gdyby dowiedzieli się przypadkiem. Siostra dowiedziała się pierwsza, przez portal społecznościowy, nie zadawała więcej pytań, przyjęła to na przysłowiową " klatę". Później znajomi i przyjaciele, nie było większego zaskoczenia dla nich. Mnie zaskoczyła ich całkowita akceptacja i słowa wsparcia. Kolejna była mama tutaj ostatecznie wybrałam list. Reakcja była znacznie gorsza, nie obyło się bez kłótni i łez. Mi samej znacznie ulżyło, nawet gdy inni czuli się zranieni. Tata jak i reszta rodziny zostali postawieni przed faktem dokonanym bo na moment głównego coming outu wybrałam bardzo ważne rodzinne wesele. Reakcja była różna od słów " tak trzymać" do pogardliwych spojrzeń i dezorientacji. Każdy kolejny coming out był znacznie łatwiejszy, najbliższe mi osoby już wiedziały, gorzej już nie będzie. Gdy patrzę na siebie sprzed coming outu widzę ogromną frustrację i zagubienie. To było jakbym wreszcie trafiła na odpowiedni tor. Czy zrobiłabym to drugi raz ? Tak, tylko wcześniej, znacznie wcześniej. Wolność - to przede wszystkim. Mierząc się z każdą reakcją umacniamy się w swoim poglądach i przekonaniach, że postępujemy właściwie, mówiąc o tym kim jesteśmy. Poznajemy same siebie i swoje własne ograniczenia. Możemy poczuć czym jest akceptacja i solidarność "naszego" środowiska. Wyjście z szafy daje ogromną wolność, nie musisz zakładać maski czy wciskać się w sztucznie wykreowany obraz co rano. Jesteś Ty i tylko Ty i albo Cię zaakceptują albo nie. W końcu stawiasz wszystko na jedną kartę. Zachęcamy każdą osobę do coming outu, niezależnie czy będzie to ciężkie, ponieważ później będzie już znacznie łatwiej. Nie powinniśmy przecież narzekać na brak akceptacji samemu nie dając przykładu. Swoim zachowaniem możemy jasno pokazać, jacy jesteśmy, tak by wiedza o nas nie opierała się na zabobonach i legendach. Może być to pewien sposób oswojenia społeczeństwa z tym, że istniejemy, tak by pocałunek i jakakolwiek okazana czułość nie wzbudzała zaskoczenia czy złości. To właśnie swoimi związkami jak i samym sobą możemy uświadamiać ludzi jak bardzo mylą się co do nas. Ola&Mali
Od poniedziałku pod hasłem #jestemLGBT zaprezentowało się już kilkanaście tysięcy osób w mediach społecznościowych. Niektórzy mają nadzieję, że oto narodzili się obywatele. Akcja rozwija się lawinowo. Od poniedziałku na Twitterze pod hasłem #jestemLGBT zaprezentowało się już kilkanaście tysięcy osób. Co o sobie mówią? #jestemLGBT i jestem twoją lesbijką z sąsiedztwa. Albo: #jestemLGBT i nie chcę nikogo zmieniać, chcę być szczęśliwy w moim kraju. Albo: #jestemLGBT. Spotkasz mnie w pociągu, na rynku i w parku, choć najwięcej mnie przed jakimś ekranem, bo taki zawód frontendowca. Albo: #jestemLGBT. Jestem ratownikiem, urzędnikiem, strażakiem ochotnikiem. Uczę studentów, jak ratować życie i dbać o bezpieczeństwo. Żyję i kocham. Albo: #jestemLGBT i jestem studentem medycyny, który za pięć lat będzie odpowiadać za Twoje zdrowie i życie. Ja też #jestemLGBT Zupełnie przeciętni ludzie. Sąsiedzi spotykani w windzie, przechodnie, koledzy z pracy. Jest Wiktor, „łysiejący inżynier laboratorium, chemik”, jest Monika, „ta dziewczyna, która pożyczała ci zawsze długopisy i pomagała na matematyce przed maturą”. Jest Sebastian, „łysy koleś, który ćwiczył obok ciebie dzisiaj na siłowni”. Ze zdjęć, które zamieszczają obok wpisów i hasztagów, spoglądają bardzo młodzi ludzie. To im, dwudziestolatkom, czasami wciąż nastolatkom, bez trudu przychodzi coming out. Chcą się pokazać. „Niech nas zobaczą” – głosiła pierwsza w Polsce akcja przeciwdziałająca homofobii i dyskryminacji. Na billboardach zaprezentowało się kilka jednopłciowych par. Niektórzy w odpowiedzi zostali pobici. Billboardy wisiały w miastach i wzbudzały zgorszenie. Był 2003 r. O Twitterze jeszcze nikt nie śnił. Czy oto narodzili się obywatele? Akcję #jestemLGBT uważnie obserwuje Anna Mierzyńska, która jeszcze niedawno uczestniczyła aktywnie w życiu politycznym (była asystentką posła PO Roberta Tyszkiewicza), a dzisiaj je analizuje, zwłaszcza w sieci. Tłumaczy, że akcję wygenerowali użytkownicy Twittera, na co dzień słabo tu widoczni: – To bardzo młodzi ludzie. Na ogół nie ujawniają się na Twitterze, choć mają konta. Nie opisują się imionami i nazwiskami. Nie wchodzą w dyskusje. Często łączą ich nietypowe zainteresowania muzyczne. Są fanami tzw. k-popu, czyli koreańskiej muzyki popowej. Ich zdjęcia profilowe zastępowane są często awatarami z koreańskimi piosenkarzami, słabo czytelnymi dla przedstawicieli innych pokoleń symbolami. Teraz pojawiły się twarze. Do tej pory nie brali udziału w dyskusjach politycznych, do których na polskim Twitterze jesteśmy przyzwyczajeni. Teraz zbiorowo robią coming out. Czytaj także: TVP kontra LGBT, czyli najwyższa forma propagandy Mierzyńska podkreśla, że nie jest to ich pierwsza wspólna akcja. Dali się poznać kilka miesięcy temu: – Kiedy był strajk nauczycieli, zabrali głos. Zgodnie opowiedzieli się po stronie nauczycieli i ich postulatów. Teraz znowu są widoczni. Badaczka zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt #jestemLGBT: – Bardzo wyraźnie widać, że w ich pokoleniu coming out nie jest już czymś bardzo trudnym. Jeszcze 10–15 lat temu powiedzenie głośno „jestem gejem”, „jestem lesbijką” wymagało ogromnej odwagi. Nie było wiadomo, jak zareagują rodzice, przyjaciele czy pracodawcy. Ci, którzy dzisiaj mówią o swojej orientacji na Twitterze, są spokojni. Nie obawiają się, czy ktoś ich odrzuci, bo są nieheteronormatywni. Pod ich postami pojawia się hejt, który ich zaskakuje. Ale o wiele więcej jest bardzo pozytywnych reakcji. „Chcemy zamieszkać na Twitterze” – mówi ich pokolenie. Niektórzy komentatorzy mają nadzieję, że oto narodzili się obywatele. Skoro zabrali głos w jednej społecznej akcji, to być może zdecydują się wziąć udział w kolejnej i jesienią pojawią się przed urnami. #jestemLGBT – mówią ci, którzy mają już prawo głosu albo za chwilę będą je mieli. #jestemLGBT wychodzi z Twittera Zdjęcia i opisy #jestemLGBT wylewają się powoli na inne portale społecznościowe. Więcej jest ich na Instagramie niż na Facebooku, bo z Instagrama korzystają częściej młodzi ludzie. Pojawiają się także głosy mówiące o akcji z nieco innej perspektywy. Jedni wspierają, inni piszą o problemach. Można znaleźć tu zdjęcie młodego mężczyzny na wózku inwalidzkim: „Nie #jestemLGBT, ale jako osoba z niepełnosprawnościami doświadczam podobnej dyskryminacji, choć trochę bardziej zakamuflowanej, i spotkałem się z agresją fizyczną skierowaną w moją stronę. Dlatego bardzo utożsamiam się z tą akcją i jestem po stronie wszystkich wykluczonych”. Na razie trudno oszacować, jaka będzie moc akcji #jestemLGBT. Ale wiemy już, że jeden hasztag może zmienić świat, tak jak zmieniło go #MeToo.